Kryzys wieku ćwiartkowego - dziś osiągnął apogeum. Najlepsze życzenia złożył mi ośmiolatek, nawiasem mówiąc, mężczyzna numer 1 [ex aequo ;) ] w moim życiu: życzył mi "więcej kariery". W największe dygotanie moje serce wprawił inny mężczyzna, jednocześnie pocieszając mnie słowami "Ależ ja jestem stary" - trochę mi lepiej dzięki temu. W wiek dojrzały (tak, tak, już nie jestem młodzieżą) weszłam z twarzą mokrą od łez i stuprocentowym przekonaniem o bezużyteczności mego istnienia oraz o nasilających się cechach socjopatycznych, które uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie (czyt. znalezienie fajnej pracy ). Przekonanie to ustąpiło z czasem przerażeniu - co ja zrobię ? Rety, CO JA ZROBIĘ ??? Nie wiem, jak sobie poradzę. Wiem tylko, że chociaż z jednego powodu mogę odetchnąć z ulgą - podobno charakter człowieka kształtuje się do 25 roku życia. Proszę zatem już nigdy nie mówić mi, że mam się zmienić - to jest fizycznie niemożliwe. Proszę nie pytać mnie, dlaczego się nie śmieję. Proszę nie mówić mi, że muszę wyjść do ludzi. Proszę zapytać samego siebie, czy na świecie jest miejsce tylko i wyłącznie dla wesołych, optymistycznych ekstrawertyków i co z całą resztą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz