Czasem mam wrażenie, że im bardziej chcę ustawić obiekty wokół mnie we właściwym - w moim rozumieniu - porządku, one na złość przekręcają się do góry nogami jak szalona wańka-wstańka. Im bardziej siłuję się z rzeczywistością, tym bardziej ona jak surowe mielone wyłazi nie tędy, gdzie trzeba i robi bałagan. Nigdy nie lubiłam ani nie rozumiałam podejścia do życia typu "płynę z prądem" - zawsze byłam zdania, że to przecież ja trzymam ster, a prąd może co najwyżej mi pomóc. Teraz nie jestem już taka pewna, kto właściwie decyduje i czy to dobrze, czy źle. Mimo tego, nie mam odwagi, żeby oddać rumpel, chociaż nie mam siły go utrzymać. Galimatias.
Może sama powinnam stanąć na głowie, miałabym wtedy właściwy punkt widzenia ?