piątek, 14 października 2011

Do góry nogami

Czasem mam wrażenie, że im bardziej chcę ustawić obiekty wokół mnie we właściwym - w moim rozumieniu - porządku, one na złość przekręcają się do góry nogami jak szalona wańka-wstańka. Im bardziej siłuję się z rzeczywistością, tym bardziej ona jak surowe mielone wyłazi nie tędy, gdzie trzeba i robi bałagan. Nigdy nie lubiłam ani nie rozumiałam podejścia do życia typu "płynę z prądem" - zawsze byłam zdania, że to przecież ja trzymam ster, a prąd może co najwyżej mi pomóc. Teraz nie jestem już taka pewna, kto właściwie decyduje i czy to dobrze, czy źle. Mimo tego, nie mam odwagi, żeby oddać rumpel, chociaż nie mam siły go utrzymać. Galimatias.
Może sama powinnam stanąć na głowie, miałabym wtedy właściwy punkt widzenia ?




piątek, 7 października 2011

Sentymentalnie do bólu

Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić "dnieje",

o blasku słońca nic nie mówić.

                                                                                            Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyję czastką czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

     Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię - i żyć,
ale nie można owocować.


W. Szymborska


wtorek, 4 października 2011

Uparta obojętność świata wobec moich zamiarów


W kontekście mojej fascynacji "Płynną nowoczesnością" oraz problemu z prokrastynacją, nie mogę nie przytoczyć fragmentu z Baumana: "Angielskie słowo pro-crastinate (odwlekać, odraczać) oznacza umieszczanie jakiejś rzeczy pośród spraw przewidzianych na jutro. Umieszczanie sugeruje przy tym od razu, że jutro nie jest naturalnym miejscem dla owej rzeczy, ze dana rzecz nie należy tam sama z siebie. Wynika z tego, że należy gdzie indziej. Gdzie? Do teraźniejszości oczywiście. (...) Odwlekać znaczy nie brać rzeczy w ich naturalnym porządku, działać nie-zgodnie z naturalną koleją rzeczy." [Z.Bauman, Płynna nowoczesność, Kraków 2006, s.241].
Mogłabym cytować Go bez przerwy, ale w końcu to mój blog, a nie wikicytaty :P A w sumie, skoro to mój blog, to mogę, prawda? W takim razie jeszcze jeden fragment z powyższego wspaniałego dzieła (s.252):
"W świecie, w którym przyszłość jawi się jako mglista i niewyraźna, a przy tym pełna zagrożeń i niebezpieczeństw, wytyczanie odległych celów, rezygnowanie z osobistych korzyści dla wzmocnienia grupy i poświęcanie teraźniejszości w imię przyszłych rozkoszy nie wydaje się atrakcyjną ani rozsądną ofertą. Szansa, której nie wykorzysta się tu i teraz, jest szansą straconą, jej zaprzepaszczenie jest niewybaczalne i nie daje się łatwo usprawiedliwić ani uzasadnić. (...) Co do związków międzyludzkich: Zobowiązania "do grobowej deski" zmieniają się w umowy "na czas określony poczuciem satysfakcji", z definicji, z rozmysłu i z pragmatycznych względów mające charakter przejściowy, a tym samym podatne na jednostronne zerwanie, gdy tylko któryś z partnerów uzna, że wycofanie się ze związku przyniesie większą korzyść niż próba ratowania go za wszelką - niemożliwą do przewidzenia - cenę. Innymi słowy, więzi i związki międzyludzkie postrzega się i traktuje nie jak zadanie do wykonania, ale jak towar konsumpcyjny podlegający tym samym kryteriom, jakie stosuje się wobec wszelkich innych towarów konsumpcyjnych. (...)Nie ma powodu, by trzymać się kurczowo gorszego i przestarzałego produktu, skoro można poszukać w sklepach jego "nowej, ulepszonej wersji" (...) Niepewna sytuacja społeczna skłania nas do tego, aby postrzegać świat jako zbiór produktów do natychmiastowego spożycia" .
Dość, bo mogłabym przepisać tutaj całą książkę. Po prostu - przeczytajcie "Płynną nowoczesność", a zrozumiecie !
Mój dzisiejszy nastrój (to Ja i Świat):

niedziela, 2 października 2011

Co z tym księciem ?

Smutno, to mało powiedziane. Życie od prawie 4 lat w odrealnionym - chyba zbliżonym do ideału - świecie /związku, sprawiło, że na chwilę uśpiłam swoją czujność rewolucyjną i uwierzyłam, że uczciwość i przyzwoitość jest regułą, a podłość - wyjątkiem. Zapomniałam o tym ! Oczywiście, wiedziałam, że nie należy ufać mężczyźnie, ale na chwilę straciłam rozum, a wraz z nim tę cenną wiedzę. A najgorsze jest to, że nie opamiętałabym się, gdyby nie interwencja bratniej duszy - pewnie dalej dawałabym się wodzić za nos i uważałabym to za ogromne szczęście. Pisałam już to kiedyś na blogu - patrz komu ufasz ! Powtarzam się, ale widać nie dość często, skoro zapomniałam, że naiwna mogłam być w liceum. A poza tym, chciałam zauważyć, że żeglowanie - nawet przy flaucie - i tak jest piękniejsze od boksu. 
Melancholia i ponure myśli zdominowały mój weekend, który w gruncie rzeczy był przepiękny - ostatnie promyki letniego słońca grzejącego przez delikatne, szumiące liście brzozy (to drzewo jest magiczne), ciepło ogniska na twarzy i zapach lasu i grzybów, smak jabłek zerwanych prosto z drzewa i czereśniowy kamień o kształcie serca w kieszeni. Kontrast z tym, co miałam w sercu - ale pewnie gdyby nie "zewnątrz", "wewnątrz" byłoby jeszcze gorzej.
Wczoraj pocałowałam żabę. I wiecie co ? NIC !!!

                                                                                Piosenka