wtorek, 27 września 2011

Dorosłość i inne źródła cierpień

Zachowałam się jak nowicjusz ! Kiepska jestem w te gierki damsko-męskie, a to źle. Tego trzeba się uczyć. Nawet na błędach. Zwłaszcza na swoich. Jestem już wystarczająco dorosła, żeby podejmować świadome decyzje, a nie ulegać emocjom, w szczególności tym, które stoją w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Chociaż staram się mieć wszystko pod kontrolą, czasem coś mi się wymknie jak karaluch spod dywanu, i nabruździ. Potem tłumaczę sobie, że przecież wiem, co zrobię, a czego nie zrobię, a mimo wszystko moje myśli idą tylko w jedną, zakazaną stronę. Zgodnie z zasadą, że robimy zawsze tylko to co chcemy (wyjaśniam - nie to, co musimy. W ostateczności, zawsze) , i tak wiem, jak to się skończy. Tylko nie wiem, kiedy. Jestem teraz w połowie rejsu, płynę z nim po oceanie. Nie wieje wiatr, jest monotonnie. Muszę wiosłować. Nie mogę zawrócić, a do brzegu jeszcze daleko. Jestem już bardzo zmęczona, ale nie mogę wyrzucić nikogo za burtę. Potrzebujemy siebie nawzajem. Kiedy dobiję do brzegu, przesiądę się na inny statek. To niebezpieczny rejs. Niebezpieczna gra. 
Nie graj w grę, jeśli nie chcesz wygrać. Powinnam mu to powiedzieć.

Dziś nie ma zdjęcia, bo mam wolne łącze. Wyobraźcie sobie ocean.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz