czwartek, 29 września 2011

Róża

Zasad brakuje podobno na wojnie i w miłości. Kiedy obserwuję niektórych ludzi w walce o miłość (a walka to brutalna, męcząca i są ofiary), zastanawiam się, dlaczego nie wstąpią do wojska, żeby realizować swoje mordercze zakusy. Co innego, kiedy delikwent już w armii jest. Bawić się drugim człowiekiem, manipulować bez skrupułów, zwodzić i robić wodę z mózgu - mistrzostwo świata. "Jeśli się zakocha, będzie chodził jak w zegarku" - ktoś, kto sam kocha, tego nie chce. Koszmar !

Stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.



W związku z wczorajszym "O północy w Paryżu" (polecam, chociażby dla Dalego), cytacik z Annie Hall:
-Państwo wyglądają na szczęśliwą parę, jak do tego doszliście ?
- Jesteśmy powierzchowni i nie mamy nic do powiedzenia.

;)

wtorek, 27 września 2011

Dorosłość i inne źródła cierpień

Zachowałam się jak nowicjusz ! Kiepska jestem w te gierki damsko-męskie, a to źle. Tego trzeba się uczyć. Nawet na błędach. Zwłaszcza na swoich. Jestem już wystarczająco dorosła, żeby podejmować świadome decyzje, a nie ulegać emocjom, w szczególności tym, które stoją w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Chociaż staram się mieć wszystko pod kontrolą, czasem coś mi się wymknie jak karaluch spod dywanu, i nabruździ. Potem tłumaczę sobie, że przecież wiem, co zrobię, a czego nie zrobię, a mimo wszystko moje myśli idą tylko w jedną, zakazaną stronę. Zgodnie z zasadą, że robimy zawsze tylko to co chcemy (wyjaśniam - nie to, co musimy. W ostateczności, zawsze) , i tak wiem, jak to się skończy. Tylko nie wiem, kiedy. Jestem teraz w połowie rejsu, płynę z nim po oceanie. Nie wieje wiatr, jest monotonnie. Muszę wiosłować. Nie mogę zawrócić, a do brzegu jeszcze daleko. Jestem już bardzo zmęczona, ale nie mogę wyrzucić nikogo za burtę. Potrzebujemy siebie nawzajem. Kiedy dobiję do brzegu, przesiądę się na inny statek. To niebezpieczny rejs. Niebezpieczna gra. 
Nie graj w grę, jeśli nie chcesz wygrać. Powinnam mu to powiedzieć.

Dziś nie ma zdjęcia, bo mam wolne łącze. Wyobraźcie sobie ocean.

sobota, 3 września 2011

Małż

Jestem jak małż. Ciężko otworzyć, a w środku galareta.
Potwornie męczące. Jak się przyrządza małże? Chyba trzeba je wrzucić na wrzątek. Ja też potrzebuję, by ktoś mną wstrząsnął.
Syndrom małża? Proszę bardzo.
"Niepozorny małż (szczeżuja pospolita) może nam udzielić ciekawej lekcji na temat zmiany i zastoju. Ten mięczak musi podjąć w życiu tylko jedną poważną decyzję egzystencjalną, a mianowicie wybrać miejsce, w którym osiądzie. Gdy już to zrobi, przykleja się do skały i tak zostaje do końca życia".