Jestem w jakimś dziwnym zawieszeniu. Nie dość, że zwierzam się w eterze, to jeszcze zaniedbuję swoje normalne międzyludzkie relacje. Na tym polu kryzys trwa od 2 miesięcy, czyli od czasu, kiedy mieszkamy sami i nie mamy właściwie znajomych. Chcę to zmienić, podobnie jak wiele rzeczy, ale zapadłam chyba w zimowy letarg - po powrocie z pracy, a jest to zwykle ok 17, mam ochotę wcisnąć się pod kołdrę i nie wyściubiać nosa, co najwyżej podróżować palcem po mapie i marzyć. Mam nadzieję, że ten marazm sam odejdzie wraz z zimą. Przypuszczalnie nie, przypuszczalnie będę musiała się pomęczyć. A tymczasem, jutro moje urodziny ... Chyba przez to poczucie marnowania czasu ciągle czuję że okropnie się zmieniłam i dawne beztroskie czasy odeszły w niepamięć a ja jestem skazana na domową rutyną i dyscyplinę. A chciałabym jeszcze pojechać tu i tam, pomieszkać trochę w Chinach i w Nowym Jorku i zaliczyć w końcu Krym.
Choinka była śmieszna w tym roku ;)
To małe grubiutkie coś było pod choinką